biografia    obecnie   wspomnienia na  Kanusie
FRANCISZKA CIEMIENGA - biografia

Rodzice Franciszki

Jej ojciec Franc Ciemienga był synem chałupnika Wojtka Ciemienga (zm. 31 styczeń 1864r. w Lubecku, miał 80 lat) i Jochanny z domu Scholtisek (zm. 6 luty 1864r. w Lubecku, miała 70 lat), którzy pochodzili z Radunia koło Kieleczki a najprawdopodobniej w latach 40-tych lub 50-tych XIX wieku osiedli w Lubecku. Mając 28 lat, ożenił się (23 stycznia 1860 roku) z Antonią, córkę wolnego kmiecia Martina Mattyska z Dralin. Zamieszkali na Kanusie, gdzie zapewne od rodziców Antoni otrzymali ziemię i założyli swoje gospodarstwo (zdjęcie obok: dom Ciemiengów). Ojciec Franciszki oprócz uprawiania roli, zajmował się również rozwożeniem drewna z lasów do pobliskich wiosek.
O tym jakimi ludźmi byli rodzice Franciszki, że żyli uczciwie i bogobojnie mogą świadczyć zachowane zapiski, gdzie znajdujemy wspomnienia o tym jak dwie siostry z zakonu Wizytek, które to uciekając z Warszawy przed prześladowaniami wojsk carskich po powstaniu styczniowym, po przejściu granicy Rosji i Prus, znalazły schronienie i wszelką bezinteresowną pomoc w małej osadzie niedaleko Lubecka: na Kanusie. Gospodarzem, który je przyjął był Franciszek Ciemienga. W jego chałupie znalazły ostoję i odpoczynek po trudach ucieczki, a na odchodnym również zostały zaopatrzone na dalszą podróż do klasztoru we Francji. Odchodzące zakonnice, podobno na pożegnanie miały powiedzieć do Antonii i Franca: >>niech wam Bóg w dzieciach wynagrodzi<<.

Rodzeństwo Franciszki

Ciemiengowie mieli tylko córki: Maria (ur. 23.10.1860), Christie (ur. 13.02.1862), Barbara (ur. 04.12.1863; zm. 25.09.1879), Franciszka (ur. 21.01.1867), Jadwiga (zm. 05.12.1881, miała 13 lat), Julianna (ur. 01.11.1870), Johanna (ur. 06.01.1873) oraz Zofia (ur. 14.05.1875; zm. 19.01.1892).
Najstarsza z rodzeństwa Maria, po ślubie z Francem Schrelle (21 września 1882 roku), odziedziczyła dom i gospodarstwo po rodzicach. Najstarsza z rodzeństwa Maria, po ślubie z Francem Schrelle (21 września 1882 roku), odziedziczyła dom i gospodarstwo po rodzicach.

Życie Franciszki Ciemienga

Franciszka Ciemienga urodziła się 29 stycznia 1867 roku.
Do czasu pójścia do szkoły powszechnej, nie opuszczała rodzinnego Kanusa. Wychowywała się w gospodarstwie rolnym, w rodzinie wielodzietnej. Kiedy miała 12 lat (25 luty 1979) zmarł na zawał serca jej ojciec, który już wcześniej chorował na gruźlicę. Zapewne od maleńkości, jak to było w zwyczaju, ale& przede wszystkim uwarunkowane potrzebami, zwłaszcza po śmierci ojca, pracowała w gospodarstwie.
Z przekazów informatorów opierających się na relacjach jej krewnych dowiadujemy się, że podczas przygotowań do I Komuni św., miała spore trudności z przyswojeniem sobie wymaganych wiadomości i modlitw. Było to powodem częstych wypraw dziewięcioletniej Franciszki pod kościół w Lubecku (o świcie, jeszcze przed otwarciem świątyni), gdzie klękała i się modliła. Składała swe prośby do M.B. Lubeckiej, zapewne używając własnych słów.
Pewnego dnia, w czasie odprawiania swoich modłów, doznała olśnienia. Od tego dnia Franciszka z łatwością przyswajała sobie słowa modlitw i treści katechizmu.
Nie ustając w swych modłach, doznawała co jakiś czas kolejnych olśnień, nazywanych przez tutejszych ludzi: zabraniami.(Nazwa ta pochodzi od wyrazu zabrany). Stany takie zaczęły powtarzać się coraz częściej, dochodząc w swej częstotliwości prawie do reguły. Jedno było pewne - występowały jedynie podczas modlitwy. W czas tych olśnień Francka wykazywała się znajomością faktów, zdarzeń, okoliczności i osób, których wcześniej nie znała, albo widziała po raz pierwszy, kiedy te przychodziły "po prośbie" o radę.
Taki stan dla samej Franciszki - jeszcze młodej - i zapewne też jej rodziny, musiał być czasem bardzo uciążliwy. W 1883 roku w czasopiśmie "Katolik" ukazał się artykuł, w którym między innymi możemy przeczytać takowe opinie: "Głupi są ludzie, którzy tam chodzą! Grzeszą przeciw 1-szemu przykazaniu boskiemu" i dalej "... niech pierwej idzie do tamtejszego proboszcza w Lubecku, który zabrania tam do niej chodzić."
Przypuszczalnie jej rodzice (a w zasadzie matka, gdyż ojciec zmarł wcześnie) byli świadomi o "inności" swojej córki Franciszki. Dając swoje gospodarstwo najstarszej córce Marii, wpierw wydzielili 8 mórg i wybudowali dom przekazując to Franciszce, aby mogła być niezależną i mieć zapewniony byt materialny.
Franciszka wpierw mieszkała i gospodarowała sama. Z wiekiem chcąc się poświęcić bardziej modlitwie oraz mając coraz więcej "interesantów", wzięła do siebie córkę swojej młodszej siostry Julianny Witor: Annę, która zajmowała się jej domem i gospodarstwem, a po jej śmierci całość odziedziczyła.
Franciszka Ciemienga oddała się również idei "Biedaczyny z Asyżu" wstępując i działając w zakonie tercjarzy św. Franciszka.
Franciszka nigdy nie kierowała się stanem społecznym lub zamożnością swoich gości. Wysłuchiwała bolączek przychodzących, następnie zachęcała do wspólnej modlitwy, podczas której doznawała olśnień i wypowiadała słowa, które miały sens i były rozumiane tylko przez osobę, której dotyczyły (przychodzącej po radę). Zachęcała ludzi do odwiedzania kościoła nie tylko w czas odprawianych tam nabożeństw i mszy św.. Namawiała do szczególnej dbałości o świątynie, w pierwszej kolejności we własnej parafii. Szczerze (choć nie zawsze z wzajemnością) darzyła wielkim szacunkiem osoby duchowne a zwłaszcza księży i to nakazywała innym, n.p.: w 1922 roku po odejściu ks. Hencińskiego z Lubecka miała powiedzieć: "strzeżcie się byście nie stanęli na Sądzie Bożym bez swego pasterza."
2 kwietnia 1935 roku Francka, w swoim domku na Kanusie, odeszła do wieczności. Zgodnie z jej życzeniem złożono ją do trumny w habicie tercjarki zakonu św. Franciszka.
Ówczesny proboszcz, ks. Jan Banaś, który darzył Franciszkę szczególnym szacunkiem, wyznaczył jej miejsce pochówku tam gdzie widywano ją modlącą się, przy ścianie frontowej (północnej) lubeckiego kościoła. Była to część cmentarza gdzie grzebano księży i choć wśród murowanych z cegły grobów (grobowców) było ciasno, jak się okazało trafiono na skrawek gdzie wcześniej nikt jeszcze nie był złożony.